- co robisz?
- wdycham wolność.
lubię czuć się w ten sposób.
właśnie zrozumiałam, jak czuje się człowiek, który uderza się młotkiem w głowę, po czym delektuje się tym uczuciem, które zostaje, po tym jak przestaje to robić.
jest przyjemnie, gdy przestaje się robić pewne rzeczy.
jestem księżniczką, masz rację.
znam wiele osób, dla których byłaby to praca marzeń.
wielka przestrzeń, podzielona jakby na dwie równe części, z czego każda ograniczona wyraźnie zaznaczonymi liniami. stoję na samym środku. patrzę w prawą stronę, znam to miejsce. patrzę w lewą stronę, nie znam tego miejsca i nie wiem, co czeka mnie, gdy wybiorę tę część przestrzeni. nagle przychodzi moment, w którym muszę zrobić krok naprzód albo odwrócić się i uciec, choć wcale nie muszę. mogłabym zupełnie zrezygnować, ale, kurczę, chyba nie chcę, bo podoba mi się to, co dzieje się na tym boisku.
stoję i zastanawiam się, licząc, że ktoś mi pomoże.
moje myśli krążą wokół pewnego zagadnienia: dobra płaca i słaba praca czy słaba płaca i dobra praca?
idę, zatem uprzejmie proszę o trzymanie kciukasów i wysyłanie mi najpozytywniejszych myśli, dokładnie o trzynastej.
8:33 na zegarku, a ja krzątam się - i tu, i tam - niczym osoba, która nie śpi od dwóch godzin. nie, przecież ja naprawdę nie śpię od dwóch godzin.
poniedziałkuu, tyś nigdy nie jest leniwym..
dzień dobry poniedziałku, z poranną radością przywitam cię łososiową koszulą i pozytywnym nastawieniem, pozwolę ci trwać w najlepsze, a ty w zamian nie przyniesiesz mi rozczarowania pewną rozmową, za powodzenie której życzliwi mi ludzie powinni trzymać kciukasy, i to mocno, i to nieprzerwanie, i to o trzynastej.
czasem zaskakuje mnie poprawność, czasem szokuje nadpoprawność, wtedy najczęściej pytam, skąd bierze się to, co widzę. taka już jestem, tak już śmiesznie mam.